niedziela, 6 września 2015

Pieczone bakłażany z salsą pomidorowo-paprykową i lemoniada arbuzowa



Gdy po ponad dwóch miesiącach nieprzerwanego skwaru następuje kilka chłodniejszych dni z przelotnym (niestety) deszczem, niektórzy narzekają. Ja napełniam się, jak słoik powidłami, wdzięcznością i ulgą. Patrzę na spękaną ziemię koloru popiołu, na zszarzałą zieleń, na popalone końcówki liści moich ukochanych powojników, na całkowicie jałowe poszycie leśne, patrzę i tak sobie myślę, że być może rację mają ci, którzy upatrują przyczyn obecnych światowych problemów w zmianach klimatycznych… Gdybym umiała tańczyć, zatańczyłabym taniec deszczu, po którym nadchodzi wyciszenie i spokojny sen, wzrost i bujność.

W takim teoretycznym i chmurnym zamyśleniu przygotowałam danie sprawiedliwie łączące rozgrzewające z chłodzącym, jesienne z letnim, przytłumione z ożywionym. Przyrządziłam pieczone bakłażany z salsą pomidorowo-paprykową. 



Trzy małe, jędrne bakłażany dokładnie umyłam, wytarłam i przekroiłam wzdłuż na pół. Od strony miąższu lekko posoliłam i posmarowałam olejem – wybór padł na olej z orzechów laskowych, bo orzechowy aromat świetnie idzie w parze z ziemnym smakiem oberżyny. Umieściłam w naczyniu do zapiekania, przeciętą stroną ku górze, i włożyłam na 20 minut do piekarnika nastawionego na 200 stopni, w opcji grill. Miąższ bakłażana powinien schwytać brązową opaleniznę.

Obok bakłażanów w osobnym naczynku, gdyż podczas pieczenia potrafi puścić soki, umieściłam jedną dużą czerwoną paprykę, którą po upieczeniu obrałam ze skórki i oczyściłam z nasion.

Sparzyłam wrzątkiem i obrałam ze skórki trzy pomidory malinowe. Teraz są ucieleśnieniem słodyczy. Przekroiłam każdy wpół, wybrałam łyżeczką gniazda nasienne – i po prostu od razu je zjadłam. Miąższ pokroiłam w zgrabną kostkę. Podobnie postąpiłam z wystudzoną i oczyszczoną pieczoną papryką. Obrałam i drobniuteńko skroiłam jedną czerwoną cebulę. Wszystkie składniki salsy delikatnie wymieszałam z łyżką soku z limonki, płaską łyżeczką soli i sporą szczyptą mielonej ostrej papryki. Na koniec dorzuciłam garść poszarpanych liści kolendry.

Gorące bakłażany wyłożyłam na talerze, obłożyłam chłodną salsą. I wyszedł mi wrzesień na półmisku.



A do picia, dla zachowania letnich jeszcze klimatów, podałam lemoniadę arbuzową. 
 


Półkilowy kawałek arbuza pokroiłam, odcięłam skórkę, z grubsza usunęłam pestki, podzieliłam na mniejsze kawałki i włożyłam do blendera kielichowego. Dodałam garść świeżych liści melisy, łyżkę brązowego cukru trzcinowego, dwie łyżki soku z limonki i szczyptę kardamonu, zblendowałam gładziutko i mocno schłodziłam. 



Tuż przed podaniem do dzbanka z arbuzowym musem wlałam półtorej szklanki lodowatej gazowanej wody mineralnej, zamieszałam.



Ściągawka, czyli potrzebne składniki
Na bakłażany z salsą:
Trzy małe bakłażany, łyżka oleju z orzechów laskowych (lub dowolnego innego), jedna duża czerwona papryka, trzy pomidory malonowe, jedna czerwona cebula, łyżka soku z limonki, sól, mielona ostra papryka, garść świeżych liści kolendry.
Na lemoniadę arbuzową:
Pół kilo arbuza, dwie łyżki soku z limonki, łyżka brązowego cukru trzcinowego, szczypta kardamonu, garść świeżych liści melisy, półtorej szklanki gazowanej wody mineralnej

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza