niedziela, 2 czerwca 2013

Morze. Powroty.

Nad morze wróciłam po wielu latach nieobecności. Czekało, cierpliwie szumiąc i układając się w fałdy, fala za falą.



Na samym ogonku Polski, na Helu, sprawdzałam miękkość piasku i słoność wody. W Juracie – jodowy posmak powietrza. W Jastrzębiej Górze – dotyk bryzy na twarzy.



Wszystko się zgadza. Morze jest od dziecka częścią mnie, nieodłączną jak wspomnienie ojca i dziadków, jak słuch muzyczny i zdolność rozróżniania odcieni tego samego zapachu.





Obchodziłam nad morzem swój własny dzień wewnętrznego dziecka, mocząc nogawki w wodzie, sypiąc piach do butów i przysypiając pod wydmą, w łagodnym słońcu. Obchodziłam dzień dobrych wspomnień, patrząc na zachód słońca nad falochronem i na koty polujące między kutrami na upuszczoną rybę.





Obchodziłam dzień wdzięczności, myśląc o wszystkim, czego mam pod dostatkiem. Morze dobrze mnie ukołysało.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza