wtorek, 30 sierpnia 2016

Risotto z czerwoną koniczyną



Łąka u schyłku sierpnia jest miodna i miodowa, pachnie karmelem, suchym sianem i popiołem. Złotobiała od lnianek i krwawnika, nakrapiana szkarłatem koniczyny krwistoczerwonej czy ostrym różem firletki. Przez żebra, przez mostek, przez pępek przenika mnie więź z ciepłą ziemią. Co ja robię w tym mieście pełnym kurzu, powinnam codziennie chodzić boso, gryźć dziką miętę i oganiać się badylkiem od ciekawskich bzygowatych. 

Póki jednak moja codzienność biegnie raczej wśród zgrzytających tramwajów i niekończących się korków ulicznych niż wśród srebrnych olch i wierzb rosochatych, będę mieć przynajmniej ułamek łąki na talerzu.



Przyniosłam z łąki litrowy pojemnik kwiatów czerwonej koniczyny wraz z listkami, oberwałam ogonki, opłukałam i osuszyłam na sitku; kilkanaście ładnych kwiatków odłożyłam.

Osiem pomidorów zielonej odmiany (nie niedojrzałych, jest taka ciekawa odmiana zachowująca zieloną barwę; można użyć również pomidorów żółtych) sparzyłam wrzątkiem, obrałam ze skórki, zmiksowałam na passatę. Naszykowałam bulion warzywny, z całej włoszczyzny zalanej litrem wody.

Posiekałam trzy gałązki selera naciowego. Rozgrzałam na patelni łyżkę oleju kokosowego, wrzuciłam seler, podsmażyłam przez dwie minuty.

Dodałam do selera dwie szklanki suchego, przebranego ryżu. Do klasycznego risotto powinno się użyć ryżu odmiany arborio, ja jednak tym razem, wobec pewnych braków w spiżarni, użyłam brązowego ryżu tajskiego. Ważne, aby była to odmiana, która zawiera dużo skrobi dającej lekką kleistość. Smażyłam ryż poruszając patelnią, aż zaczął delikatnie orzechowo pachnieć. Wówczas zaczęłam powoli, chochelka po chochelce, dolewać na przemian passatę pomidorową i bulion warzywny, mieszając zawartość patelni i czekając z następnym podlaniem, aż płyn się wchłonie. Do lekko miękkiego już ryżu dodałam kwiaty koniczyny, przecięte w poprzek na pół strączki groszku tajskiego i płaską łyżeczkę soli. I dalej mieszałam, dodając po odrobinie płynów. Pod sam koniec wsypałam do risotto kopiatą łyżkę płatków drożdżowych – nadadzą daniu posmak parmezanowy. Danie przybrałam surowymi kwiatami koniczyny.



A łąka, łąka końca lata, wyglądała tak. 




Ściągawka, czyli potrzebne składniki
Litr kwiatów czerwonej koniczyny, osiem zielonych lub żółtych pomidorów (barwna odmiana, a nie niedojrzałe owoce), ok. pół litra bulionu warzywnego, trzy gałązki selera naciowego, dwie szklanki ryżu do risotto, kilkanaście strączków zielonego groszku tajskiego, łyżeczka soli, kopiata łyżka płatków drożdżowych



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza