niedziela, 9 lutego 2014

Kurczak satay - kulinarna pocieszajka



Czasem szuka się w jedzeniu czegoś więcej niż smaku. Wie to każdy, kto potrafi sobie wyobrazić zmysłową przyjemność, jaka płynie z oblizywania palców ze słodkiej śmietany, z z termicznego kontrastu lodowatego masła na ciepłym chrupiącym chlebie, z wylizywania pieczeniowego sosu kawałkiem  ziemniaka… Na tę kojącą przyjemność można sobie pozwolić od czasu do czasu, zwłaszcza gdy zima za oknem nieubłaganie przekształca się w rozmokłe przedwiośnie.
 
Na kulinarne pocieszajki, czyli tzw. comfort food, najlepiej pasują potrawy z dzieciństwa; ja jednak zatęskniłam za zapachem oleju sezamowego i fistaszków. Wybór zatem padł na indonezyjskiego kurczaka satay.



Filet z kurzej piersi pocięłam na kawałki szerokości 1,5-2 cm i długości do 10 cm. Zamarynowałam mięso w miksturze złożonej z trzech łyżek oleju sezamowego, trzech łyżek sosu sojowego (bezglutenowy Tamari), trzech łyżek soku z limonki, łyżeczki mielonych ziaren kolendry, łyżeczki kuminu, łyżeczki suszonej chilli, kopiatej łyżeczki kurkumy, zestruganego kawałka imbiru (1 cm) i przeciśniętego przez praskę ząbka czosnku. Najlepiej trzymać kurczaka w marynacie przez całą noc, a minimalnie – przez 3 godziny, naturalnie w lodówce.

Po osączeniu z marynaty nabiłam mięso na patyczki szaszłykowe, uprzednio namoczone w wodzie. Ułożyłam obok siebie w naczyniu do zapiekania i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po 10-15 minutach pieczenia odwróciłam szaszłyki na drugą stronę i piekłam kolejne 10-15 minut, aż ładnie się zarumieniły.

Gdy mięso rezydowało w piekarniku, przyrządziłam sos z orzeszków ziemnych. Dwie łyżki niesolonego masła fistaszkowego rozbełtałam z zawartością małej puszki mleka kokosowego. Dodałam dwie łyżki soku z limonki, łyżkę sosu sojowego, łyżkę sosu ostrygowego, łyżeczkę kuminu, łyżeczkę suszonej chilli, pół łyżeczki pieprzu kajeńskiego, łyżkę brązowego cukru; starannie zamieszałam i zaczęłam podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając. Sos ma być jednolity, gorący, aromatyczny, gęsty. Nie trzeba go dużo, jest przecież grzeszny jak całe piekło i aż kapie od kalorii.




Do kurczaka satay pasuje tajski ryż jaśminowy albo makaron ryżowy.

A mnie pasuje taki balsam na duszę. 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza