niedziela, 16 lutego 2014

Zima, Wschód. Wspomnienie.



Teraz będę wyznawać miłość.
A także tęsknotę.

Kocham biel śniegu i szklistość lodu.

 

Kocham nieprzetarty szlak w głąb lasu, pył pryskający spod biegówek, białą mgiełkę wirującą w powietrzu. 


Kocham białe garby zasp, ślady saren wzdłuż sosen, kanię wiszącą w bezruchu w oczekiwaniu na przebudzenie nornicy. Kocham śpiew wody pod grubym lodem, kocham trzask firnu pod wibramową podeszwą. Kocham mocne rumieńce na policzkach. chuchanie w zmarznięte dłonie i rozcieranie płatków uszu. Kocham herbatę parującą z termosu. 



I kocham swój Wschód, bliski, najbliższy, nadbużański. Pusty zimą, zasypany, zapomniany. Od Terespola po Hańsk, od Włodawy po Sosnowicę. Wzdłuż i w poprzek. Przez Holę, Horostytę, Zahajki, Wołoskowolę.


 


Przez Uhrusk, Zbereże, Lutę, Żdżarkę.




Przez Liszną, Nowosiółki, Parośla, Jabłeczną.

Po nieprzetartych, zasypanych drogach gminnych, po oblodzonych zakosach, po zamarzniętych bużyskach.
Czasem nawet na przełaj przez jezioro, jeśli luto skute. Do miejsc mocy, zimnej, iskrzącej mocy.




 
Nie w tym roku. Trudno. Ja poczekam. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza