środa, 13 lipca 2016

Kompot z czereśni z małą ilością cukru



Apetyt na czereśnie. Nieustający. 

Nie nudzą mi się te krągłe błyszczące pokusy, kuleczki słodkiego soku z filuterną pestką, zachęcającą  do sztubackich żartów. Najjędrniejsze karminowe summity i najsłodsze, niemal czarne wandy. Te ostatnie świetnie nadają się do kompotu.


Dwa kilogramy czereśni umyłam, oderwałam szypułki, każdy owoc nakłułam wykałaczką, aby skórka nie pękała w gotowaniu. Dwie cytryny ekologiczne sparzyłam wrzątkiem i pokroiłam w plastry wraz ze skórką. Włożyłam do głębokiego garnka czereśnie i cytryny, dodałam laskę prawdziwego cynamonu i wsypałam niecałą szklankę brązowego cukru. Gotowałam pięć minut pod przykryciem. Wyjęłam cynamon, napełniłam owocami wyparzone słoiki, dopełniłam płynem. Zakręciłam wyparzonymi zakrętkami i pasteryzowałam w garnku wyłożonym ściereczką i napełnionym gorącą wodą – od momentu zawrzenia 25 minut. Po wyciągnięciu z kąpieli mocno dokręciłam zakrętki.


Kiedy nadejdzie nijaki listopad, gdy na targu będą już tylko zmarznięte jabłka i gruszki o szorstkiej skórze, wyciągnę ze spiżarki słoik ze smakiem lipca.



Ściągawka, czyli niezbędne składniki
2 kg ciemnych czereśni, 2 cytryny, laska cynamonu, niecała szklanka brązowego cukru

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza