niedziela, 17 lipca 2016

Kiszone czereśnie



Brak granic. Swobodny przepływ pomysłów, technik, przypraw, produktów. Kulinarna międzynarodówka. Tak jest, tak chcę, żeby było dalej. Mam ciągle nadzieję, że kiedy ludzie poznają lepiej obce smaki, wyjdą poza obręb własnego talerza, udadzą się w podróż widelcem po mapie, zagustują w tym, co nietutejsze, dziwne, nieoczywiste, a potem spróbują to połączyć z tym, co swojskie, zwyczajne, poczciwe – świat będzie miejscem mniej zagrażającym. Jestem za wprowadzaniem pokoju od kuchni. Za godzeniem się przy stole. 

Świat teraz opanował szał kiszenia. Kisi się praktycznie wszystko. Moda przyszła z Azji, u nas zyskała dobry oddźwięk, bo w przeciwieństwie do Zachodu u nas kiszonego nie uważa się za „zepsute”. Mamy swoją własną tradycję fermentu, swoje kopry, chrzany i czosnki w zaprawie, ale też i jabłka dodawane do szatkowanej kapusty.

Zakisiłam czereśnie. Nieśmiało, na próbę. Od razu mówię: nie każdemu będą pasować. Trzeba do nich trochę nieco odwagi i otwartości. Będę dodawać je do ryżu, do sałatek z kalafiora, do dań nieco mdłych, nieco ciężkich. Po kilka, nie więcej. Dalej eksperymentuję z przyprawami, tu podaję ich pierwszy zestaw. 



Wzięłam po 25 dag czereśni białych, karminowych i czarnych, umyłam, oberwałam ogonki, ale nie drylowałam. Ułożyłam oddzielnie kolorami w półlitrowych wyparzonych słoikach. Pomiędzy owoce poutykałam przyprawy: na każdy słoik po pół łyżeczki lekko rozgniecionych ziaren kolendry, pół łyżeczki nasion gorczycy, trzy kapsułki kardamonu, pięć ziaren ziela angielskiego, pół laski cynamonu, pół gwiazdki anyżu, suszoną papryczkę chilli, trzy suszone listki limonki kaffir. Do tego po jednym świeżym liściu dębu i jednym świeżym liściu pachnotki. Przygotowałam zalewę – łyżkę soli niejodowanej na każdy litr wrzątku. Ostudzoną zalewą zalałam owoce, słoiki zakręciłam wyparzonymi zakrętkami. I odstawiłam w ciemne, chłodne miejsce.



Po dwunastu dniach owocowa kiszonka była gotowa.

Ciekawam, kto się odważy pójść tym tropem…

1 komentarz:

  1. Jest już kolejna wersja?
    :)
    Może zaryzykuję..
    E.T.

    OdpowiedzUsuń