poniedziałek, 8 czerwca 2015

Kwiaty akacji w cieście gryczanym



Wszystko pachnie.

Chodzę z nosem przy ziemi, potem  z nosem zadartym, wącham, niucham, chłonę, wdycham i wzdycham.

Przez dwa tygodnie czerwca świat jest jak balia pełna gorących, białych mydlin i wirujących baniek mydlanych.

Świat jest akacjowy. 


Zanim ziemię pokryje śnieg białych płatków, trzeba koniecznie zdążyć i choć raz przyrządzić racuszki akacjowe. Mnie się udało. Dzisiaj podałam je na śniadanie, usmażone na chrupko w cieście gryczanym. 


 
Przepis na ciasto z kaszy gryczanej sprawdził się któryś już raz idealnie. Były już z niego grube blinczyki, były delikatne naleśniki, były kolorowe placuszki z nitkami cukinii. Teraz wyszły znakomite kwiaty w cieście.

Aby uzyskać bazowe ciasto gryczane, namoczyłam na noc 20 dag niepalonej kaszy gryczanej, zalawszy ją wodą tak, aby przykryła kaszę na grubość palca. Przez noc kasza wchłonęła cały płyn, więc podlałam ją jeszcze szklanką gazowanej wody mineralnej – nie od razu całą! Trzeba sprawdzić, czy po zmiksowaniu w blenderze ciasto nie będzie zbyt luźne. Ma być troszkę gęstsze od naleśnikowego, tak by dobrze przywarło do kwiatowych gron. A jeszcze trzeba dodać trzy łyżki syropu klonowego, co też wpłynie na rozrzedzenie ciasta.

Kwiatostany akacji, a właściwie robinii akacjowej, przywiozłam z czystego lasu z Lubelszczyzny. Nie polecam zrywania ich w środku miasta. Robinie są wszędzie, wystarczy wymknąć się poza rogatki, wejść w dowolny las mieszany i gwarantuję, że znajdzie się solidny krzak, oblepiony słodkim, mydlanym kwieciem.

Natargałam sporo kiści wraz z ogonkami. Najlepiej byłoby od razu usmażyć z nich racuszki, jednak da się przechować je przez noc w lodówce. 



Na patelni rozgrzałam dwie łyżki oleju kokosowego. Brałam w palce każde kwiatowe „gronko” za ogonek i starannie nurzałam je w cieście. I szybko kładłam na patelnię, po dwie minuty z każdej strony i jeszcze chwilkę, aby przyrumieniły się też krawędzie. Po zdjęciu z patelni osączyłam z resztek tłuszczu na pergaminie.  



I już można było jeść słodkawe, chrupiące, niezrównanie aromatyczne racuszki, trzymając je za ogonek (naturalnie niejadalny). Dobrze smakowały saute, jak i z dodatkiem świeżego dżemu z rabarbaru. 



Chyba jestem w stanie trochę polubić lato.


Ściągawka, czyli potrzebne produkty
Około 30 kiści kwiatów akacji, 20 dag niepalonej kaszy gryczanej, szklanka gazowanej wody mineralnej, trzy łyżki syropu klonowego

piątek, 29 maja 2015

Fasolla - pyszny krem z adzuki, domowego mleka kokosowego, daktyli, moreli i kakao



Jestem z siebie niezwykle dumna.

Wymyśliłam najlepsze słodkie smarowidło pod majowym słońcem. Zaniosłam je dziś do pracy, w towarzystwie gryczanych naleśniczków; znikło w ciągu kilku minut, słoik został do cna wyczyszczony, a koleżanki poprosiły o powtórkę z okazji Dnia Dziecka. Wewnętrznego Dziecka, rzecz jasna. Bo to jest frykas rodem ze szczęśliwego dzieciństwa, kojarzący się z bezkarnym łasuchowaniem, oblizywaniem paluchów, mrużeniem oczu i błogim westchnieniem z głębi nieletniego jestestwa. 

 


Najpierw sporządziłam domowe mleko kokosowe. Oczywiście, najlepiej byłoby zrobić je ze świeżego kokosa, ja jednak jak zwykle poszłam na skróty, przecinką. Kupiłam organiczne (bez konserwantów i wybielaczy) wiórki kokosowe (25 dag) i zalałam szklanką wrzątku. Odstawiłam na godzinę, aby zmiękły, po czym zmiksowałam w blenderze. Ponieważ nie posiadam Thermomixa ani innych sprzętów z napędem bliskim atomowemu, jedynie prosty mikser, uzyskałam dość szorstką i chropowatą, gęstą masę. Zalałam ją kolejnymi dwiema szklankami gorącej wody i odstawiłam na około 12 godzin. Następnie zaczęłam osączać zmielone wiórki na gęstym sitku, pozwalając mleku ściekać powoli do miseczki. 



Zawiesiste, tłuste mleko ciurkało tak przez jakieś dwie godziny. Starannie odciśnięte wytłoki zachowałam.

Pozyskany płyn można przechowywać w lodówce kilka dni. Ma tendencję do rozwarstwiania się – na wierzchu tworzy się biała śmietanka, pod spodem zbiera się tłusta, nieco kleista woda, sam kokosowy smak.



Naturalnie nie ma obowiązku bawienia się w domową produkcję. Ja jednak, jeśli tylko mogę, staram się unikać produktów z puszek czy kartonów. A jeśli już, to czytam listę składników: w mleku kokosowym dostępnym w większości sklepów aż roi się od zagęszczaczy, konserwantów, wzmacniaczy smaku; jeśli więc decydujemy się na mleko kupne, warto szukać organicznego, niestety jest ono o wiele droższe. A, i oczywiście można, zamiast wytłoków, po prostu dodać namoczone wiórki kokosowe.

Idźmy dalej.

Namoczyłam na 12 godzin fasolkę adzuki (40 dag), zalewając ją wrzątkiem. Namoczyłam też w niewielkiej ilości wody osiem suszonych ekologicznych daktyli bez pestek i osiemk niesiarkowanych suszonych moreli. Fasolkę zalałam ponownie wrzątkiem i ugotowałam do miękkości (oczywiście bez soli!), odcedziłam i razem z osączonymi z wody owocami zmiksowałam w blenderze. Dodałam cztery łyżki wytłoków kokosowych (można zastąpić namoczonymi wiórkami kokosowymi) i parę łyżek mleka kokosowego – można dodać więcej, ale zależało mi na gęstej, czekoladowej konsystencji. Dołożyłam dwie kopiate łyżki surowego kakao, pół łyżeczki kardamonu i łyżeczkę cynamonu. I dalej cierpliwie miksowałam. Kto chce i kto ma odpowiedni sprzęt, może utrzeć masę bardzo dokładnie, uzyskując coś na kształt nutelli, ja jednak poprzestałam, uzyskawszy chropowatą, lecz zwartą fakturę. Jeśli masa jest za mało słodka, można dodać łyżkę syropu daktylowego albo po prostu więcej suszonych owoców.




Nie wiem, jak nazwać ten smakołyk. Nutella (okropność!) to krem z orzechów, więc krem z fasoli to chyba będzie fasella? Albo po prostu fasolla? Jak myślicie?

 



Krem nabiera dodatkowego uroku, gdy wmiesza się doń suszoną żurawinę albo suszone wiśnie. Wówczas smakuje niemal jak tort szwarcwaldzki. 


Ściągawka, czyli potrzebne składniki

Na domowe mleko kokosowe:
25 dag wiórków kokosowych, wrzątek

Na krem:
40 dag fasolki adzuki, 4-5 łyżek mleka kokosowego, 4 łyżki wytłoków kokosowych (lub 4 łyżki namoczonych wiórków kokosowych), 8 ekologicznych suszonych daktyli, 8 ekologicznych suszonych moreli, 2 łyżki surowego kakao, pół łyżeczki kardamonu, łyżeczka cynamonu, ewentualnie łyżka syropu daktylowego, łyżka suszonych żurawin lub suszonych wiśni


czwartek, 28 maja 2015

Gulasz z bakłażana, grzybów, pomidorów i szalotki



Wyjątkowo zimny maj, jak w piosence Maanamu.
W chłodne, wilgotne dni potrzebuję dań zawiesistych, gęstych od smaku, solidnie doprawionych. Wymyśliłam taki właśnie gulasz z bakłażana, szalotki i grzybów. 




Rozgrzałam piekarnik do 180 stopni i do umieszczonego w nim naczynia do zapiekania włożyłam ładną gałązkę z koktajlowymi pomidorkami. Piekły się w czasie, gdy przygotowywałam resztę składników. 


 

Osiem sporych pieczarek oczyściłam i pokroiłam w plasterki. Wrzuciłam na suchą patelnię i prażyłam, aż zrobiły się złote po obu stronach. Zdjęłam z patelni i przełożyłam do dużego garnka, gdzie czekały na pozostałe ingrediencje. Obrałam i pokroiłam w piórka sześć „bananowych”, czyli podłużnych szalotek. Na patelni po pieczarkach rozpuściłam łyżkę oleju kokosowego i wrzuciłam cebulę. Gdy zmiękła i nabrała ładnych rumieńców, wlałam dwie łyżki sosu sojowego, zamieszałam i zostawiłam na niewielkim gazie. Szybko skroiłam w plastry sześć sporych, świeżych grzybów shiitake i dorzuciłam je do szalotek. Niebawem puściły sok. Dusiłam razem z szalotkami kolejne pięć minut, po czym przełożyłam do garnka z pieczarkami, który postawiłam na maleńkim ogniu. Dodałam trzy niewielkie ząbki czosnku przepuszczonego przez praskę. Wyciągnęłam z piekarnika upieczone pomidory, kilka zostawiłam na gałązce do przybrania dania, resztę wrzuciłam do gulaszu. Dodałam łyżeczkę soli i mielone przyprawy: łyżeczkę słodkiej papryki wędzonej, ćwierć łyżeczki kuminu, ćwierć łyżeczki chilli, ćwierć łyżeczki czarnego pieprzu i na czubku łyżeczki: kurkumy, kardamonu, ziaren kolendry, cynamonu, goździków i gałki muszkatołowej. Zamieszałam.

Jednego bakłażana umyłam, wytarłam, odcięłam szypułę, warzywo przekroiłam na pół i skroiłam w półcentymetrowe półplasterki. Ciągle tę samą patelnię wytarłam papierowym ręcznikiem do sucha, po czym rozgrzałam na niej kolejną łyżkę oleju kokosowego i wrzuciłam skrojonego bakłażana. To warzywo szybko wchłania tłuszcz, patelnia robi się sucha, ale nie trzeba dodawać już więcej oleju, tylko pozwolić, aby warzywo zrumieniło się po obu stronach.

Gdy był gotów, przełożyłam go z patelni do garnka z pieczarkami, shiitake, szalotką i przyprawami.  Wszystko razem dusiłam jeszcze trzy minuty. Wyłożyłam na talerz, przybrałam pomidorkami. Podałam z makaronem ryżowym. 




Zrobiło się jakby cieplej. 


Ściągawka, czyli potrzebne składniki
Osiem pieczarek, sześć świeżych grzybów shiitake, sześć sporych szalotek „bananowych”, jeden duży bakłażan, dwie łyżki oleju kokosowego, kilkanaście pomidorków koktajlowych na gałązce, dwie łyżki sosu sojowego, trzy małe ząbki czosnku, sól, przyprawy (łyżeczka słodkiej papryki wędzonej, ćwierć łyżeczki kuminu, ćwierć łyżeczki chilli, ćwierć łyżeczki czarnego pieprzu i na czubku łyżeczki: kurkumy, kardamonu, ziaren kolendry, cynamonu, goździków i gałki muszkatołowej)