czwartek, 6 listopada 2014

Ziemniaczana sałatka Jeremiego



Zachwycam się smakami, zapachami, krajobrazami, fakturami, historiami…

A przede wszystkim ludźmi.

Jeremi jest facetem szczególnym. Nieco tajemniczym. Nietuzinkowym. Z niezwykle żywą wyobraźnią. A przy tym konsekwentnym i skutecznym.

W tym roku postanowił zagospodarować kawałek pola leżącego odłogiem nieopodal działki rodziców. Zabrał się do tego w pełni profesjonalnie. I uzyskał profesjonalne efekty. Jakiś czas temu wylądowała u mnie torba ekologicznych, niepryskanych, wyjątkowo smacznych ziemniaków sałatkowych.

Nie byłoby w tym może powodu do szczególnego zachwycenia, gdyby nie jeden fakt.

Jeremi ma lat czternaście.

Ziemniaki, znakomity produkt, wymagał prostej oprawy z wykorzystaniem równie doskonałych produktów naturalnych. Zdecydowałam się na klasyczną szwabską sałatkę, według przepisu mojego niegdysiejszego narzeczonego.

 
Ziemniaki obrałam, ugotowałam w osolonej wodzie i pokroiłam w kostkę. Skroiłam cały gruby szczypior i lekko go posoliłam. Posiekałam w dość grubą kostkę własnoręcznie zbierane i marynowane podgrzybki poleskie, odsączywszy je z octu. Wszystko to razem wymieszałam, z dodatkiem fantastycznego oleju rzepakowego, nierafinowanego, tłoczonego w poleskiej wsi Pieszowola przez jednoosobową firmę o zabawnej nazwie Myszy i Ślimaki. Pozostało już tylko dodać sporą ilość świeżo mielonego pieprzu i w mglisty jesienny dzień kontemplować szlachetną prostotą smaków.

Dziękuję, Jeremi. Wiem, że w tym roku obsiałeś swoje pole pszenicą, więc jako bezglutenowiec nie będę mogła korzystać z plonów, ale cierpliwie poczekam na kolejne eksperymenty. Warto.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza