sobota, 2 lipca 2016

Malinada na zielonej herbacie



W taki upał litery są ciężkie i niechętnie się składają. W taki upał najlepszy jest hamak, cień, woda, przewiew, sen o Alasce. I coś do picia, zimnego, słodko-gorzkiego. 

Na przykład lemoniada z malin i grejpfruta. Ale czy napój bez cytryny można nazywać lemoniadą? Nie wiem. Ten dylemat jest zbyt trudny w taki upał. Niech będzie zatem malinada.

 
Zaparzyłam pół litra dobrej zielonej herbaty. Wystudziłam i przecedziłam przez sitko. Przelałam do blendera. Obrałam ze skórki jeden duży czerwony grejpfrut, podzieliłam na cząstki, zdjęłam nadmiar albedo, dołożyłam do blendera. Dodałam szklankę świeżych malin i trzy łyżki miodu dla przełamania goryczy (zamiast miodu można posłodzić ksylitolem lub melasą winogronową). Wszystko zmiksowałam.

Przelałam do dzbanka, wstawiłam na dwie godziny do lodówki. Przed podaniem włożyłam do lemoniady świeże owoce jagodowe (tym razem jeżyny, bo malin zabrakło) i wlałam pół litra lodowatej gazowanej wody mineralnej. Przybrałam gałązką bazylii tajskiej.

Dobrze chłodzi, ale znika za szybko.
 



Ściągawka, czyli niezbędne składniki
Trzy łyżeczki zielonej herbaty, jeden czerwony grejpfrut, półtorej szklanki świeżych malin (lub szklanka malin i garść innych owoców jagodowych), trzy łyżki jasnego miodu (najlepiej rzepakowego) lub innego słodu, pół litra gazowanej wody mineralnej, bazylia tajska do przybrania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz