niedziela, 5 lipca 2015

Napoje na upał



Upał taki, że mój kocur ma ochotę wyskoczyć ze skóry. W ogrodzie u sąsiadów cała rodzina siedzi w dmuchanym basenie. Ptaki ucichły, chowają się pod spieczonymi liśćmi lipy, bzu i sumaka. Pachnie rozgrzanym kamieniem, powietrze jest popieliste, sypkie, piekące.

W takie dni trzeba pić. Już wczesnym rankiem naszykowałam kilka dzbanków z domowymi "wodami smakowymi"
.

Pokroiłam jednego ogórka, wymieszałam ze świeżą miętą, dodałam kilka plastrów limonki, zalałam wodą. Schłodziłam.


Pokroiłam w plasterki jedno mango, wymieszałam ze świeżą bazylią tajską, zalałam wodą. Schłodziłam. 


Wyciągnęłam buteleczkę syropu koniczynowego, odlałam pól szklanki, dodałam pokrojony w kostkę upieczony, a następnie zamrożony rabarbar, zalałam wodą. Schłodziłam.



Zamroziłam dwie garści czarnych porzeczek, wyciągnęłam z zamrażarki, zalałam wodą, dodałam świeże liście melisy. Schłodziłam. 


 Schłodziłam… w tym słowie kryje się cień, ulga, odpoczynek.

Mrożone owoce, na przykład różnokolorowe porzeczki, maliny, drylowane czereśnie czy wiśnie, świetnie spisują się zamiast tradycyjnych kostek lodu. 


Można też zrobić lemoniadę wytrawną – z zamrożonymi pomidorkami koktajlowymi, plastrami ogórka i cytryny, łyżeczką soli morskiej, liśćmi bazylii i tymianku cytrynowego. Taka lemoniada nie dość, że chłodzi, to nieźle uzupełnia wypocone mikroelementy.


piątek, 3 lipca 2015

Purpurowy wermiszel ryżowy z sorbetem porzeczkowym



Już są. Niekwestionowane królowe letniego zapachu. Wykorzystywane w wielu wytrawnych perfumach, jak choćby Amethyst Lalique.

Czarne porzeczki. Po wschodniemu  – smorodiny. Ciemne, atramentowe kulki eksplodujące wibrującym aromatem i cierpkim, zmysłowym smakiem. Już są. Trzeba korzystać.


Ćwierć kilo porzeczek starannie obrałam z ogonków i listków, opłukałam, osączyłam na sicie. Przełożyłam do emaliowanego garnka i rozgniotłam tłuczkiem do ugniatania ziemniaków. Dolałam ćwierć szklanki wody i zaczęłam podgrzewać na małym ogniu, często mieszając, aby się nie przypaliły. Gdy owoce rozpadły się całkowicie, odstawiłam z gazu i ostudziłam, po czym starannie zmiksowałam w blenderze, z dodatkiem trzech łyżek płynnego miodu, na gęsty przecier. Trzy czwarte przecieru odłożyłam do plastikowego pudełeczka i umieściłam w zamrażarce. Co pół godziny wyciągałam pudełeczko i mieszałam masę widelcem, aż uzyskałam dobrze zmrożony sorbet porzeczkowy.

Jedną czwartą przecieru porzeczkowego rozprowadziłam szklanką wrzątku. Do tak przygotowanej zaprawy włożyłam pokruszony w mniejsze kawałki ryżowy wermiszel (zawartość opakowania 100 g). Dokładnie wymieszałam, aby porzeczkowa mikstura pokryła całkowicie makaron, i odstawiłam na 10 minut, aby wermiszel zmiękł, nabrał kolory purpury i porzeczkowego smaku. Następnie osączyłam go na sicie i schłodziłam przez godzinę w lodówce.
Wyłożyłam makaron na talerze, każdy przyozdobiłam solidną łyżką porzeczkowego sorbetu i liśćmi mięty. 


 

Purpurowy wermiszel z dodatkiem porzeczkowych lodów to idealny podwieczorek po skwarnym dniu. 


Ściągawka, czyli potrzebne składniki
Ćwierć kilo czarnych porzeczek, trzy łyżki płynnego miodu, opakowanie (100 g) ryżowego wermiszelu, liście mięty.

czwartek, 2 lipca 2015

Syrop z czerwonej koniczyny



Latem zmieniam się w małego smoka. I piję, piję, piję. 

Wymyślam lemoniady, eksperymentuję z sokami i koncentratami. Sięgam po to, co akurat owocuje lub kwitnie.

Na przykład po miodną, słodką, czerwoną koniczynę. 



Przyrządziłam z niej skoncentrowany syrop do dłuższego przechowywania i lemoniadę do popijania na bieżąco. Syrop z koniczyny ma działanie wykrztuśne, pomaga też przy bólu gardła, przyda się więc na jesienne przeziębienia.

Na skraju podleśnej łąki, w miejscu wolnym od zanieczyszczeń, wypatrzyłam kępki czerwonej koniczyny. Zerwałam co do jednego wszystkie fiołkowe pomponiki, zebrało się ich około pięć szklanek, otrzepanych starannie z wszelkich żuczków i muszek, obranych z listków i szypułek. 




Kwiaty włożyłam do emaliowanego garnka i zalałam litrem szklankami wrzątku. Dodałam starannie wyparzoną limonkę pokrojoną w plastry. Tak przygotowany napar zostawiłam na 24 godziny w chłodnym miejscu.

Następnego dnia odcedziłam płyn przez sito, dokładnie wyciskając kwiaty i plastry limonek. Powoli doprowadziłam płyn do wrzenia, po czym stopniowo dodałam dwie szklanki brązowego cukru trzcinowego. Zamiast cukru trzcinowego można użyć zwykłego białego cukru z buraków lub ksylitolu – syrop wówczas będzie miał jaśniejszy, niemal różany kolor. Aby przygotować lemoniadę, cukier można zastąpić miodem (około 5 łyżek, do smaku) lub syropem klonowym; tak uzyskany płyn jest mniej trwały, należy go przechowywać w lodówce i spożyć w ciągu tygodnia.


Syrop trzymałam na malutkim ogniu przez dwadzieścia minut, pozwalając mu tylko lekko „mrugać”. W tym czasie wyparzyłam butelki i nakrętki. Wrzący syrop wlałam do butelek, zakręciłam. I patrzyłam, jak zahipnotyzowana, w przejrzysty koraloworóżowy czarodziejski płyn. 



Ściągawka, czyli potrzebne produkty
Pięć szklanek kwiatów czerwonej koniczyny, jedna limonka, dwie szklanki cukru trzcinowego lub cukru białego buraczanego, lub (na lemoniadę) – pięć łyżek jasnego miodu lub syropu klonowego, woda.


środa, 1 lipca 2015

Tapa con patatas



Lipiec, miesiąc bujny i kolorowy, dla wielu upragniony i wyczekany, dla mnie jest ciężki. Najchętniej przełożyłabym kartki w kalendarzu, aby szybciej dobrnąć do mojego urlopowego września. Aby zanadto jednak nie marudzić, staram się wycisnąć z letnich miesięcy tyle dobra, ile to możliwe.

Gotuję późnym wieczorem albo o świcie, gdy można jeszcze wytrzymać stanie przy kuchni. Staram się przygotować  ingrediencje na zapas. A potem już tylko mieszam, łączę, miksuję, w najgorętszym przypadku – podgrzewam.

W ten właśnie sposób, z połączenia wcześniej przygotowanych składników, powstało coś na kształt tapa con patatas.

 


Wieczorem przystąpiłam do gotowania jarzyn. Z ugotowanych al dente i osolonych drobnych ziemniaków odłożyłam dziesięć. Pokroiłam je w grube plastry, skropiłam sycylijską oliwą cytrynową (można użyć zwykłej, dosmaczonej łyżeczką soku z cytryny) i obsypałam sproszkowaną ostrą papryką i kuminem. Włożyłam na dwadzieścia minut do piekarnika nastawionego na 200 stopni.

Na górnej półce piekarnika w naczyniu do zapiekania  umieściłam dwie czerwone papryki. Były gotowe w tym samym czasie, co ziemniaki. Po ostudzeniu obrałam je ze skórki, usunęłam gniazda nasienne i pokroiłam w paseczki.

Ugotowałam większą ilość bobu do podgryzania, z solą, pęczkiem koperku i połową główki młodego czosnku. Dla potrzeb dzisiejszego tapa odłożyłam dwie szklanki obranych ziaren.

Ugotowałam również w osolonej wodzie zieloną fasolkę szparagową. Do dzisiejszego dania potrzebowałam pełnej szklanki strączków, przekrojonych w połowie.

Wyciągnięte z piekarnika, gorące ziemniaki wymieszałam z papryką, bobem i fasolką. Z ciemności spiżarki wydobyłam słoik z kiszonymi cytrynami – jedną z nich skroiłam w drobniutką kostkę i dodałam do warzyw. Jeśli nie macie tego składnika, do pieczenia ziemniaków oprócz oliwy z sokiem cytrynowym warto dodać skórkę otartą z połowy cytryny. Wszystko wyłożyłam do naczynia, w którym będą serwowane.

Na suchej patelni uprażyłam garść płatków migdałowych, kilkanaście całych migdałów i garść pestek dyni. Posypałam warzywa.



Tapa con patatas można podawać na zimno, można też wstawić do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni, na kilka minut, tylko do podgrzania. 


Ściągawka, czyli potrzebne składniki:
Pół kilo ziemniaków ugotowanych al dente, dwie szklanki bobu ugotowanego al dente z koprem i czosnkiem, szklanka ugotowanej al dente zielonej fasolki, dwie pieczone papryki obrane ze skórki, trzy łyżki cytrynowej oliwy (lub zwykła oliwa zmieszana z łyżką soku z cytryny), jedna kiszona cytryna, dwie łyżeczki ostrej sproszkowanej papryki, łyżeczka sproszkowanego kuminu, garść płatków migdałowych, kilkanaście całych łuskanych migdałów, garść pestek dyni.

niedziela, 28 czerwca 2015

Chłodnik czereśniowy z mleczkiem różanym



Są ludzie, którzy odnoszą się do czereśni pogardliwie, przeciwstawiając im kwaśne kuzynki, wiśnie. Że te drugie niby bardziej szlachetnie urodzone, wyraziste, wytrawne. Hrabianki takie, przy których czereśnia winna się za swą pospolitość ze wstydu rumienić.
Nie odmawiam smaku wiśniom, ale prosta, ludyczna słodycz czereśniowych kulek syci moje wewnętrzne dziecko jak nic innego pod czerwcowym słońcem. W czerwcu zakładam fanklub czereśniowy, licytujemy się na garście pochłanianych owoców, konkurujemy w strzelaniu pestkami, rekomendujemy sobie najlepsze odmiany. W tym roku wygrał koralowy summit, o krótki ogonek przed krwistoczerwoną karmin.

Kiedy już poczułam pewne czereśniowe przepełnienie, jeden kilogram owoców postanowiłam poświęcić na chłodnik. 


Wydrylowane czereśnie zalałam niecałym litrem wrzątku, dodałam sparzoną i pokrojoną w plastry cytrynę i laskę cynamonu. Gotowałam dwadzieścia minut, odstawiłam, wyjęłam cynamon, dodałam dwie łyżki jasnego miodu. Wyłowiłam dwie chochelki owoców, odcedziłam i odłożyłam. Resztę zupy zmiksowałam na gładko w blenderze i mocno schłodziłam w lodówce. Zupę można przed schłodzeniem lekko zagęścić, rozprowadzając płynem łyżkę skrobi, na przykład mąki ziemniaczanej czy z tapioki. Chłodnik nabierze wówczas lekko kisielowatej konsystencji.

Garść świeżo zebranych płatków róży pomarszczonej przejrzałam, z każdego płatka oderwałam biały koniuszek (jest bardzo gorzki). Zmiksowałam płatki z trzema łyżkami gęstego mleka kokosowego i łyżeczką wody różanej.

Do miseczek włożyłam po kopczyku czereśni, wlałam lodowato zimny chłodnik, pośrodku zrobiłam kleksa z mleka kokosowo-różanego, przyozdobiłam listkiem melisy.



I odpłynęłam do czereśniowego raju. Bo gdybym była Ewą, wąż mógłby skusić mnie jedynie czereśniami. 



Ściągawka, czyli potrzebne składniki
Kilogram słodkich ciemnoczerwonych czereśni (najlepiej odmiany burłat albo karmin), jedna cytryna, jedna laska cynamonu, dwie łyżki jasnego miodu (rzepakowego, lipowego, akacjowego lub lawendowego), ewentualnie łyżka skrobi (mąka ziemniaczana lub skrobia z tapioki), trzy łyżki gęstego mleka kokosowego, garść świeżo zerwanych płatków róży pomarszczonej (potocznie dzika róża), łyżeczka wody różanej, do przybrania listki melisy.